pies-ci-morde-lizal
21st Sty

Do niedawna stałam przed dylematem – pozwolić na psa w domu, czy nie. Oczami wyobraźni widziałam pogryzione buty, sierść na kanapie i obślinioną mordę na swojej poduszce.

Mimo, że byłam w zdecydowanej mniejszości, mąż i trójka dzieci przeciwko mnie, długo byłam nieugięta w swej decyzji. Ja – miłośniczka porządku, estetka i planistka – nie widziałam się pod jednym dachem z czworonogiem. Ledwie wyszłam z pieluch, ogarnęłam chaos wokół, nauczyłam dzieci zasad funkcjonowania w rodzinie i tym samym zyskałam względny spokój, i teraz co… mam z tego dobrowolnie zrezygnować?

Po moim trupie
Przez trzy lata mówiłam „nie” dla zasady. Kontrargumentów miałam dużo: dzieci są małe i nieodpowiedzialne, my jesteśmy zapracowani, często wyjeżdżamy, no i najważniejsze – kocham porządek.

Kropla drąży skałę
Rodzina nie odpuszczała. Każda okazja była dobra, żeby temat wrócił na tapetę. Urodziny dzieci i rozmowy o wymarzonych prezentach, przypadkowo spotkane na spacerach czworonogi, koleżanki i koledzy posiadający w domu zwierzęta…

Chociaż nadal byłam na „nie” to moja argumentacja stawała się coraz słabsza. Bo dzieci podrosły i stały się bardziej samodzielne, bo ja zmieniłam pracę i jestem bardziej elastyczna czasowo, bo… posiadanie psa to również moje marzenie z dzieciństwa, które nigdy nie zostało zrealizowane.

Wewnętrzny monolog
Zaczęłam się zastanawiać. Coraz częściej w głowie pojawiała się myśl „jak to by było gdyby…” Oczywiście głośno nic nie mówiłam. Dzieci jakby zwątpiły, mąż nadal oglądał strony hodowli, ale nie zaczepiał specjalnie tematu.
W końcu to ja zaczepiłam jego. Bo w sumie to zbliżają się urodziny najstarszej córki, a ona nie pragnie niczego bardziej. Bo może odciągniemy syna od telefonu i komputera. Bo najmłodsza córeczka tak bardzo boi się psów, że może w końcu się przekona…

Nie trzeba było dwa razy powtarzać
Mąż miał wszystko przygotowane. Rasę, o której marzył od szesnastu lat, hodowlę, w której właśnie niedawno urodziły się szczenięta, a nawet imię.

Panamera
Pojawiła się u nas we wrześniu, tuż przed urodzinami córki. Taka mała, przestraszona, trochę nieufna.
Obecnie ma pięć miesięcy. Jest pełnowartościowym członkiem rodziny. Wniosła do domu tyle radości, ciepła i miłości, że nie wyobrażam już sobie naszej rodziny bez niej.

Ze łzami w oczach patrzę jak najmłodsza córka (która wpadała w histerię na widok yorka) całuje ją w pysk, kładzie się obok na podłodze i mocno przytula, na spacerch z uśmiechem głaszcze labradory i owczarki.
Z dumą patrzę jak najstarsza córka codziennie wychodzi na spacery, bez jęku sprząta kupy, z zaangażowaniem uczy Panamerę kolejnych komend.
Z czułością patrzę jak nasza sunia kładzie łeb na śpiącym synu, liże go po twarzy, a on… przez sen się uśmiecha.

Jeszcze rok wcześniej nigdy bym nie przypuszczała, że zdecyduję się na zakup psa, że pozwolę aby wylegiwał się na kanapie, że nie będzie mi przeszkadzał psi zapach w domu, że pies… będzie mi mordę lizał.

panamera_rhodesian

Comments (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.