Zmiany_7.11.19
7th Lis

Skoro myśl o zmianie pojawiła się w głowie to znaczy, że sytuacja w której aktualnie się znajdujemy przestała nam odpowiadać. Nie zawsze potrzeba zmiany inspirowana jest potrzebą ucieczki „przed tym co złe”. Często jest to  głód doświadczenia czegoś nowego, nieznanego, inspirującego. 

Zmiana to naturalny proces zachodzący w życiu. Wszystko wokół nieustannie się zmienia. Zmieniamy się my, zmianiają się ludzie wokół nas, zmienia się przestrzeń, technologie, styl życia. O co więc chodzi z tym wiecznym oporem wobec zmiany? Dlaczego tak usilnie staramy się zatrzymać to co „stare, znane, sprawdzone”?

Kiedyś było jakoś fajniej

Zastanawiają mnie pojawiające się cyklicznie na FB posty ze zdjęciami z przeszłości (najczęściej PRLowskiej) i komentarzem, że „kiedyś było jakoś fajniej”. Ilość polubień świadczy o popularności przekonania, że „najlepsze czasy dawno już za nami”. Czyżby? Czy naprawdę PRLowska rzeczywistość była taka fantastyczna? A może zwyczajnie koloryzujemy przeszłość? Bo już jej doświadczyliśmy. Bo niczym nas nie zaskoczy. Bo nawet jeśli miała słabe momenty, to są one już za nami. Przyszłość tymczasem jest nieznana. Nie wiemy co nam przyniesie. Dokąd nas zaprowadzi.

Pisanie w myślach czarnych scenariuszy

Możemy obrażać się na zmiany. Krytykować Internet, komórki, media społecznościowe. A jednocześnie nic nie przeszkadza nam z z nich korzystać. Często bez ograniczeń, jakiejkolwiek czasowej kontroli, kosztem bliskich, wolnego czasu. Możemy denerwować się, że w naszej pracy nic się nie zmienia, że wciąż zarabiamy tyle samo, że nie wykorzystujemy swoich możliwości. A jednocześnie tkwimy w jednym miejscu kilkanaście lat?

Jak przełamać strach?

Ja w swoim życiu zmian dokonuję często. Studiowałam na trzech uczelniach, cztery razy zmieniałam profil wykształcenia, osiem razy zmieniałam zakres wykonywanych obowiązków, w siedmiu różnych firmach pracowałam na etacie (nie liczę współpracy na zlecenie oraz własnej działalności gospodarczej), dziewięć razy przeprowadzałam się, osiem razy zmieniałam samochód, co sezon zmieniam przynajmniej część garderoby 🙂

Strach przed zmianą towarzysz mi zawsze. Bo zmiana wiąże się z wyjściem ze strefy komfortu. Z poczuciem straty, smutkiem, pożegnaniem tego co znane, przewidywalne, bezpieczne. Dotyczy to każdej zmiany. Tej dużej i tej małej, nieistotnej. Kiedy postanawiam oddać sukienkę, w której nie chodziłam cały sezon, też biję się z myślami: „Czy na pewno już jej nie założę? A może jednak? Zapłaciłam za nią niemałe pieniądze i teraz tak po prostu się jej pozbędę? A może dam jej jeszcze szansę? Albo nie, zajmuje mi tylko miejsce w szafie, a ktoś inny będzie miał z niej trochę radości”. Oczywiście skala konsekwencji, poziom obaw i strachu jest zdecydowanie mniejszy, niż na przykład przy zmianie pracy, ale… jest. Oddając sukienkę zawsze towarzyszy mi pewien rodzaj smutku. Wraz z nią oddaję część wspomnień z nią związanych, emocji, zapachów, nawyków (zawsze zakładałam ją do niebieskich pantofli i dżinsowej marynarki – co teraz do nich założę?).

Nauczyłam się jednak ten strach/smutek/dyskomfort przełamywać. Kiedy w mojej głowie kiełkuje myśl „czas na zmianę” to się jej chwytam, nie puszczam. W zmianie widzę szansę na lepsze. Na rozwój, poznanie nowych ludzi, otwarcie nowych możliwości, poszerzenie horyzontów, poprawę warunków finansowych, poprawę jakości życia, możliwość pomocy innym.

Panta rhei

Mam olbrzymie poczucie nieuchronności zmian. Bardzo wyraźnie widzę zmiany zachodzące we mnie. Każda praca, spotkanie z nowymi ludźmi, wydarzenie w którym uczestniczę powodują, że staję się innym człowiekiem. Zachodzące we mnie zmiany powodują, że otwierają mi się oczy na nowe możliwości, że na wiele spraw patrzę szerzej, inaczej niż dotąd. To z kolei sprawia, że prędzej lub później (czasem trwa to kilka lat, innym razem rok lub zaledwie kilka miesięcy) dochodzę do przekonania, że to czemu poświęcałam się do tej pory, co budowałam z pełnym zaangażowaniem przeznaczone jest już dla kogoś innego. Że ja muszę iść dalej. Zwłaszcza kiedy czuję, że „doszłam do ściany, której dalej nie przesunę”.

Wówczas nie oglądam się za siebie tylko patrzę na przód. Z wiarą, że to co przede mną będzie lepsze, bardziej inspirujące, ciekawsze. Że doświadczę rzeczy dzięki którym stanę się lepsza, a dzięki temu lepsze stanie się też moje otoczenie i ludzie wokół. I wiem, że smutek, który towarzyszy podjęciu decyzji o zmianie, o rezygnacji z czegoś, niebawem minie. Że już niedługo pojawi się radość i ekscytacja z pojawienia się nowych możliwości.
Więc staram się celebrować chwilę, którą mam tu i teraz. Bo nim się spostrzegę ona już przeminie.

Comments (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.